- Walsh?
- Jestem - podniosłam się.
- Samanta Walsh? - spytała z niedowierzaniem.
- Tak, to ja.
Mruknęła coś pod nosem i dalej czytała nazwiska. Wredna baba. Ech... Przynajmniej siedzę w ławce z Natalią. Za nami oczywiście jej byli chłopacy. Jak już mówiłam, ona była chyba ze wszystkimi chłopakami w szkole, a już na pewno w klasie. Pomyślicie, że przesadzam, ale taka jest prawda. Byle do wieczoru, do spotkania z Natanem. Muszę myśleć pozytywnie.
Po zakończeniu lekcji wracałam do domu z Natalią. Ma mi pomóc w dobraniu ubrań. W domu nikogo nie ma. Otworzyłam drzwi i zaprosiłam przyjaciółkę do środka. Wypiłyśmy herbatę (oczywiście bez cukru, ze względu na dietę Natalii) i zaczęłyśmy szukać odpowiedniego zestawienia ubrań.
- Słuchaj, Natan uwielbia sukienki z dekoltem, masz taką? Albo nie, znajdźmy jakąś bez ramiączek. W ten sposób nie będzie musiał się męczyć ze ściągnięciem jej z ciebie.
Stanęłam jak wryta. Że co proszę? Nie będzie się męczył ze ściągnięciem ze mnie sukienki? Co to, to nie.
Po kolei przymierzałam wszystkie sukienki jakie znalazłyśmy w szafie. Jedne za duże, drugie za krótkie, trzecie w brzydkich kolorach, a jeszcze inne kompletnie nie pasowały do sytuacji. Wreszcie, po kilku godzinach znalazłyśmy ideał. Bordowa bombka z dekoltem w kształcie serca, ozdobionym kryształkami. Dobrałam do tego wysokie szpilki tego samego koloru oraz śliczną srebrną bransoletkę. Następnym krokiem było zakręcenie włosów. Gdy wszystko było już gotowe, Natalia poszła do domu. Alleluja. Nigdy więcej nie będzie mi doradzać w wyborze ciuchów.
Opóźniony trzeci rozdział. : 3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz